Wydaje się, że jeśli w Indiach wprowadziłoby się niemiecki porządek lub unijne standardy, cały kraj stanąłby sparaliżowany, gospodarka by się załamała, a zdezorientowani mieszkańcy nie wiedzieliby co dalej począć. Indie działają w chaosie. Ale w tym chaosie jest jakiś secyficzny porządek, który sprawia, że to wszystko się kręci. Indusi są mistrzami kombinowania, innowacyjności prowizorki, i zmieniania tymczasowych rozwiązań w stałe. Hasło promocyjne kraju – Incredible India- oznacza także, że nie ma tu rzeczy niemożliwych. Indyjski chaos może być jednak trudny za zaakceptowania i przyswojenia dla przyjezdnych z Zachodu. Chociaż miejscowi, poruszający się w znanym sobie środowisku, doskonale widzą pewne prawidłowosci w ogólnym braku zasad, Europejczk może czuć się nieco zagubiony i narażony na frustracje.
Pierwszym wyzwaniem może być już przejście przez ulicę. Jeśli
już ktoś znajdzie gdzieś przejście dla pieszych a nawet prowadzący do niego
chodnik, to wcale nie ma pewności, że kierowcy będą wiedzieli jak się zachować.
O dobrowolym zatrzymaniu się samochodu przed pasami najlepiej od razu
zapomnieć. Pozostaje zwinne kluczenie między nadjeżdżającymi autami na granicy zderzenia.
Inne ważne wyzwanie to wejście lub wyjście z pojazdów komunikacji publicznej. Nie wiedzieć czemu, Indusi nie dostrzegają często prawidłowości, że łatwiej jest wejść do autobusu, z którego wyjadą już inni pasażerowie. Z reguły trwa więc przepychanka i od siły mięśni zależy która strona wygra. Ja niestety już kilka razy musiałem ulec pod naporem nowych pasażerów i przejechać się na kolejny przystanek. Wyjście z wagonu metra na popularnej stacji w godzinach szczytu to już wręcz sport esktremalny.
Inne ważne wyzwanie to wejście lub wyjście z pojazdów komunikacji publicznej. Nie wiedzieć czemu, Indusi nie dostrzegają często prawidłowości, że łatwiej jest wejść do autobusu, z którego wyjadą już inni pasażerowie. Z reguły trwa więc przepychanka i od siły mięśni zależy która strona wygra. Ja niestety już kilka razy musiałem ulec pod naporem nowych pasażerów i przejechać się na kolejny przystanek. Wyjście z wagonu metra na popularnej stacji w godzinach szczytu to już wręcz sport esktremalny.
Inna okazja do sprawdzenia różnic kulturowych to stanie w
kolejce. Wydaje się, że w przeciwieństwie do Polaków, dobrze zaznajomionych z
instutucją kolejki, w Indiach zjawisko to jest zupełnie nieznane. Stojąc przed
kasą na dworcu, w sklepie, załatwiajac sprawy w urzędach, na uczelni
niedoświadczony Europejczyk jest od początku skazany na porażkę. Miejscowi są
bardziej zdetermnowani, szybsi, zwinniejsi i wiedzą, że kolejka nie ma
ustalonej strukury. Liczy się długość ramion w podsunięciu papierów do podpisu
urzędnikowi, szybkość nóg w przeskoczeniu przed innego petenta, zuchwałość w
licytowaniu wagi własnej sprawy. Grzeczne czekanie na swoją kolej wydaje się
najgorszym rozwiązaniem. Może dlatego moja rejstracja na uniwersytecie trwała
cały dzień i choć przyszedłem do odpowieniego urzędnika rano jako jeden z
pierwszych, wyszedłem ostatni po południu, kiedy wszyscy inni dawno się już zarejestrowali.
W Indiach są miliony ludzi, ogromna konkurencja i tłok. Jeśli ktoś nie zabiega
aktywnie o swoje sprawy (wpycha się przed nnych, umizguje do urzędnika, itp.),
innym wydaje się, że może ma dużo czasu albo nie zależy mu na ich załatwieniu.
Zamiast krytykować Inudusów za brak manier, lepiej zatem nauczyć
się ich na nowo. Nasz kolega Anders, Indus ale ze stanów pólnocno-wschodnich,
zaleca strategię dostosowania: Jeśli
będziesz walczyć z tymi zasadami, szybko znienawidzisz Indie. Lepiej zaakceptować
różnice i zacząć się do nich stosować. Odpychanie ludzi w metrze, rozpychanie
łokciami, może być po pewnym czasie nawet bardzo przyjemne.
Próby porządkowania indyjskiego chaosu skazane są na
niepowodzenie. Mimo to, państwo podejmuje różne akcje edukacyjne i kontrolne
mające na celu zmianę niektórych zwyczajów i upodobań mieszkańców. Policja
zaczęła poważnie ścigać motocyklistów jeżdżących bez kasków i sprawdzać
trzeźwość kierowców. W delhijskim metro królują napisy ostrzegawcze
zabraniajace plucia, pod karą grzywny 200 rupii (ok 12 PLN). Tabliczki w
miejscach turystycznych przestrzegają przed naciągaczami i oszustami. Informacje
dostępne w urzędach upominaja petentów żeby nie starali się załatwiać spraw poza
kolejnością i nie krzyczeli. Moim
faworytem ciągle pozostaje tablica sprzed urzędu komunikacji miejskiej, która
jak w pigułce opisuje życie w Indiach. Wzywa dosadnie: „Proszę nie tworzyć
chaosu”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz