Po wielu próbach, w końcu udało się, rzutem na taśmę, dotrzeć
na festiwal Kumbha Mela w Allahabadzie. Chociaż na ostatni dzień prawie
dwumiesięcznego święta (10 marca) przyjechało tylko (sic!) 7 milionów
pielgrzymów, nie było największej atrakcji, czyli uroczystych pochodów
naga babas (nagich ascetów) i różnych
zakonów mnichów hinduistycznych, a miasto namiotów było już niemal całkiem
opuszczone, to miejsce nadal robi niezwykłe wrażenie. Teren festiwalu jest po
prostu ogromny, tak że całości nie można objąć wzrokiem. Najświętsze miejsce,
gdzie spotykają się wody Jamuny i Gangesu – Sangam – przez cały dzień jest
świadkiem rytualnych kąpieli, a nocą zamienia się w ogromne obozowisko, gdzie
pielgrzymi z całego kraju śpią, gotują, śpiewają i modlą się, czekając na wschód
słońca, kiedy znowu ruszą zanurzyć się w rzece. Co jakiś czas można natknąć się
na pojedynczych ascetów-sadhu lub grupki szkolących się w swojej profesji kapłanów
– braminów. Palące słońce odbijające się w białych piaskach wybrzeża i majaczące
po horyzont słupy elektryczne tworzą nieco surrealistyczną atmosferę. Tłum tysięcy
wielobarwnych postaci przepływa we wszystkie strony między sprzedawcami
kwiatów, różańców, baloników czy kolorowych proszków. Całość przypomina klimat jarmarku
lub odpustu. Aż strach pomyśleć jak tu musiało być w kulminacyjnym momencie
festiwalu.
Zaskakuje też bardzo dobra organizacja. Miejsca do kąpieli
są ograniczone drewnianą palisadą, a strażnicy na łodziach leją długimi kijami śmiałków,
którzy próbują wypłynąć na głębsze wody poza wyznaczony teren. Zejście do wody
wzmocnione jest workami z piaskiem zapobiegając obsunięciom ziemi, a kilkanaście
metrów nabrzeża wyłożone jest grubą warstwa słomy, dzięki czemu nigdzie nie
robi się błoto. Z megafonów rozlegają się co chwilę ogłoszenia organizacyjne i
informacje na temat zagubionych osób. Porządku strzegą policjanci na koniach i
patrole piesze. Zjeść można w specjalnych stołówkach, aśramach lub ulicznych
straganach. Chociaż miejsca w hotelach od dawna były pozajmowane a ceny wzrosły
kilkakrotnie na czas festiwalu, nam udało się przenocować w jednym z aśramów za
symboliczną opłatę. Poza tragedią na dworcu kolejowym sprzed miesiąca, festiwal
przebiegł bez poważniejszych incydentów. Szacuje się, że przez te niespełna dwa
miesiące przez miasto przewinęło się ponad 100 milionów osób.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
W jednym z komentarzy prasowych ktoś słusznie zauważył, że
jeśli Indie były w stanie w kilka miesięcy przygotować tak wielką imprezę i
zbudować całe miasto dla dwóch milionów pielgrzymów, wyposażone w bieżącą wodę,
elektryczność i drogi to faktycznie powinny być w stanie zbudować podobną
infrastrukturę w tysiącach indyjskich miast i miasteczek. Dla indyjskich pielgrzymów
Kumbha Mela to ważne wydarzenie religijne, dla zagranicznych obserwatorów – to ciekawe
zjawisko kulturowe, a dla władz – trudne wyzwanie organizacyjne. I dla
wszystkich to zapewne doświadczenie niezapomniane. Kolejna okazja żeby to
doświadczyć za trzy lata w mieście Nasik nad Godavari.