sobota, 13 października 2012

piątek, 12 października 2012

"Roll of honour" - premiera książki



Niedawno ukazała się książka naszego znajomego Amandeepa Sandhu "Roll of honour" Jest to opowieść o trudnym czasie dorastania, szukania własnej tożsamości w niełatwym dla sikhów czasie w roku 1984 (atak na Złotą Świątynię, zabijanie niewinnych sikhów, zamach na Indirę Gandhi). Historia, którą autor opowiada jest oparta o jego doświadczenia, kiedy jako młody chłopak, sikh uczęszczał do szkoły dla przyszłych wojskowych. Przeżycia z tamtego czasu, kiedy był z jednej strony świadkiem przemocy wśród uczniów, z drugiej strony obserwował co się działo w społeczności sikhijskiej  przeplatają się z jego opowieścią już jako dorosłego człowieka, który patrzy wstecz.
Książka jest trudna. Przeczytałam ją z oporem choć jest dobrze napisana i ciekawie skonstruowana pod względem narracji. Szczerość i odwaga poruszania kontrowersyjnych tematów są poruszające. I to jest siła tej opowieści tak jak i poprzedniej książki Amandeepa "Sepia Leaves" w której znowu bazując na swoich doświadczeniach życiowych opisuje dzieciństwo naznaczone chorobą matki - schizofrenią.
Zdjęcia pochodzą z premiery książki.


środa, 10 października 2012

Ananya - Indian classical dance festival

 Kathak

Mohiniattam

Odissi

Odissi

Bharatanatyam

Dopiero co jeden festiwal się skończył już drugi się zaczął. Oto kilka zdjęć z kolejnych występów tradycyjnego tańca indyjskiego. Festiwal zorganizowany był w przepięknym miejscu - Purana Qila - jednej z fortec mogolskich władców Indii. Nie wszystkie z tych przedstawień były zajmujące. Niekiedy dosłowność i przewidywalność osłabiały efekt ale pewnie to charakterystyczne dla niektórych rodzajów klasycznego tańca indyjskiego. Za to tło i otoczenie było jak z baśni.

wtorek, 9 października 2012

Apetyczne ziemniaczki - czyli Shahi Kaaju Aloo


Właściwie nie mam zbyt wiele czasu na gotowanie więc nie tak często będą na tym blogu przepisy ale podaję jeszcze jeden przepis na prostą a stuprocentowo udaną potrawę. Przepis tej samej autorki co poprzedni N. Methy. Jest to tak smaczne że od razu można podwoić ilość składników.

Składniki:
4 łyżki orzechów Cashew
300gr ziemniaków
2 cebule
czosnek - kilka ząbków
imbir świeży - kawałek ok 2,5 cm długości
olej
kurkuma szczypta duża
kumin całe nasionka (pół łyżeczki)
1/4 łyżeczki garam masali
1/4 szklanki jogurtu
1/4 szklanki mleka
1/2 szklanki wody
świeża kolendra garstka listków posiekanych

Namaczamy orzechy Cashew - nerkowca 15 min w małej ilości wody. Przyznam, że bez tego ta potrawa też jest udana ale wtedy nazwa musiałaby być inna:-)
Ziemniaczki kroimy w kawałki ok 2,5 cm i smażymy w oleju na patelni, aż będą złote, odkładamy gotowe na bok. 2 cebule kroimy w krążki.
Czosnek i imbir oraz orzechy ucieramy na pastę w moździerzu.
Na patelni lub w rondlu rozgrzewamy olej dajemy kumin i 30 s czekamy aż popstryka ale nie zrobi się czarny. Dajemy cebulę, na małym ogniu smażymy aż się zeszkli ale nie zbrązowieje. Dodajemy dużą szczyptę kurkumy i 1/4 łyżeczki garam masali. Trzeba dobrze wymieszać i uważać żeby nie przypalić. Ja w tym miejscu dałam trochę wody.
Dodajemy pastę orzechowo - czosnkowo - imbirową, dodajemy jogurt, gotujemy na małym ogniu aż woda wyparuje i całość zrobi się bardziej gęsta.
Dodajemy mleko i wodę dusimy 2-3 min. Ja dałam więcej wody bo ziemniaki wchłaniają sos.
Dajemy ziemniaczki usmażone i posiekaną kolendrę, dusimy na małym ogniu, aż sos będzie gęsty. Podajemy i patrzymy jak znika z talerzy w sekundę:-)

poniedziałek, 8 października 2012

Dostawa do domu


Codziennie rano o 9tej dzwonek do domu - ta Pani czeka aż zejdziemy kupić u niej warzywa. Tylko jak tej Pani wyjaśnić że nie potrzebujemy codziennie tylu kilogramów warzyw jak dla trzypokoleniowej rodziny? Następnego dnia będzie dzwonić aż do skutku. W Indiach wiele usług znajduje Cię bez Twoich starań. O 6tej rano budzi nas głośne pac - uderzenie zwiniętej w rulon codziennej prasy wpadającej na taras. Raz o mało nie dostaliśmy w głowę gdy w bezsenny poranek oglądaliśmy wschód słońca. Nie musimy kupować w sklepie wody bo przynosi ją nam zajmujący się tym Pan. Po śmieci przychodzi inny. Od początku wprawiliśmy co najmniej w zakłopotanie sąsiadów tym, że nie skorzystaliśmy z usług pomocy domowej, która przychodziłaby gotować nam i prać. Nawet noszenie zakupów do domu jest małym dziwactwem, bo są od tego specjalni ludzie, a przejście się pieszo choćby 100m spotyka się z nieustającym dźwiękiem dzwonków riksz.

niedziela, 7 października 2012

Paneer Makhani

Minął miesiąc odkąd tu jestem w Delhi. Już trochę orientuję się w różnych miejscach w mieście. Tyle się tu dzieje każdego dnia, że czasem trudno wybrać gdzie się udać wieczorem. Zaczął się zresztą najciekawszy czas w roku - czas wydarzeń kulturalnych, festiwali, świąt.
Jak się okazało nie jesteśmy tacy zieloni, negocjujemy ceny za riksze takie jak znający hindi znajomy mieszkający w Delhi od 18 lat. Restauracja z południowoindyjskim jedzeniem, którą upodobaliśmy sobie najbardziej za pyszne thali i całokształt jest uznawana przez wielu za świetną o czym wczoraj się dowiedzieliśmy a trafiłam do niej już pierwszego dnia dzięki pewnemu dobremu przewodnikowi:-)

Czas na podzielenie się przepisem na pyszną potrawę:
Paneer Makhani - czyli ser indyjski (Paneer) w curry pomidorowym. (Makhani znaczy masło ale w tym sosie jest znacznie więcej składników:- ) Przepis znalazłam w książce Nity Methy.

Składniki:
250 gr sera paneer pokrojonego w kawałki o długości ok 2,5 cm - jest to indyjski ser biały, bardzo sprężysty, nie rozpuszcza się podczas duszenia przypomina tofu konsystencją nie wiem czym można go zastąpić spośród dostępnych w Polsce serów. Może właśnie użyć tofu choć to nie ten smak lub zrobić to jako inną potrawę dając ugotowane pokrojone w kostkę ziemniaki.

Sos:
3 łyżki masła lub oleju - (lepiej masła, ja użyłam klarowanego czyli ghee)
2 cebule drobno pokrojone, 
1 łyżeczka posiekanego świeżego imbiru
1/2 łyżeczki chilli w proszku,
6/7 pomidorów pokrojonych bez pestek (ok 500 gr) - ja użyłam 4 pomidory i 200 gr przecieru pomidorowego
1/4 szklanki jogurtu dobrze wymieszanego aż będzie gładki
3 łyżki orzechów cashew - namoczonych w wodzie przez 15 min i utartych w moździerzu na pastę - można pewnie zastąpić np migdałami obranymi ze skórki
1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej, 1,5 łyżeczki soli lub tyle ile potrzebujemy do smaku, 3/4 łyżeczki garam masali - mieszanka przypraw dostępna pewnie w sklepach ze zdrową żywnością
1/2 lub 1 łyżeczka cukru 1/2 szklanki śmietany lub mleka
1 łyżka ketchupu

 Podgrzewamy dwie łyżki masła na patelni. Dodajemy cebulę, imbir. Smażymy na małym ogniu aż cebula zrobi się szklista. Dodajemy chilli, mieszamy. Dajemy pomidory przykrywamy pokrywką i dusimy 7-8 min aż pomidory zmiękną.
Dodajemy jogurt - dusimy aż sos znowu się zagęści. Zdejmujemy z ognia, studzimy i miksujemy na bardzo gładkie pure z 1/2 szklanki wody. Ja nie mam tu jeszcze miksera więc sos na zdjęciu nie jest tak gładki.
Rozpuszczamy 1 łyżkę masła w woku lub w głębokiej patelni. Wlewamy pomidorowe pure mieszamy i dusimy na małym ogniu przez 3-4 min 
Dodajemy cukier, garam masalę, sól i ketchup, mieszamy. Dodajemy pastę z orzechów gotujemy na małym ogniu 1-2 min. Wlewamy śmietanę lub mleko, tyle żeby konsystencja sosu była gęsta lejąca. Dodajemy ser gotujemy chwileczkę na małym ogniu i podajemy przybrane liśćmi kolendry i kleksem śmietany. Można podawać z indyjskim chlebem lub z ryżem.

piątek, 5 października 2012

Muzyczna uczta

Wczoraj po ostatnim koncercie festiwalu indyjskiej muzyki klasycznej podszedł do nas sikh. Zapytał czy my zrozumieliśmy to co widzieliśmy i czego słuchaliśmy. Odpowiedzieliśmy, że wydaje nam się ze tak. On na to czy chcemy żeby nam wyjaśnił - koncept jest taki, że muzyk podczas koncertu ma kontakt z Bogiem - tu uniósł rękę do góry - poprzez swój głos lub instrument przekazuje jego głos publiczności i on trafia do naszych serc. Jakkolwiek górnolotnie to brzmi wielokrotnie tak to odbieraliśmy podczas tych wieczorów z najlepszymi przedstawicielami muzyki klasycznej a szczególnie podczas ostatniego koncertu Pandita Jasraj.

Pandit Jasraj - wokal
Można śmiało powiedzieć że to była uczta duchowa. Zresztą ten muzyk jest jednocześnie uznawany za guru i po występie wiele osób podeszło do niego po błogosławieństwo lub żeby go dotknąć. Muszę przyznać że to jak publiczność reagowała na grę i śpiew było samo w sobie ciekawe. W szczególnych momentach wznosili nagle ręce ku górze wykrzykując jakieś słowa zachwytu. Niejeden sam śpiewał po cichu, wybijał rytm ręką na kolanie a czasem zakrzyknął coś do występującego. Indyjskie ragi mogą być trudne dla zachodniego odbiorcy, ale oferują więcej niż tylko muzykę.


Pt. M. Venkateshkumar - wokal

Ustad Imrat Khan z synkiem - sitar

Vidushi Savita Devi - wokal

Pt. Rajan -Sajan Mishra - wokal

Vinayak Torvi - wokal

Ustad Shujaat Khan - sitar i Tejendra Narayan Majumdar - sarod

Ustad Abdul Rashid Khan (105 lat!!!) - wokal